Dołączam do grona...
Zawsze było coś nie tak, szczegolnie dotyczylo to sfery materialnej. Na poczatku, ze on sie tlumaczyl ze zarabial zbyt malo, pozniej kiedy zmienil prace, tez bylo zle - bo ja nie zarabialam nie adekwatnie do jego oczekiwań. Wynajać mieszkania wg niego tez sie nie oplacalo, on musi miec swoje, nie bedzie placil za wynajem. Tylko, ze skad swoje? Zadne z nas nie odziedziczylo spadku bo babci i dziadku w postaci mieszkania. Wolal siedziec z rodzicami, ktorzy nawet nie wymagali, zeby doplacal sie do czynszu czy na jedzenie, chociaz pracowal. Pozniej bylo pomysl, ze moze on chetnie sie zacznie budowac na mojej dzialce, co najsmieszniejsze nawet nie bedac zareczonymi, bo po co sie zareczac. On sam nic nie mial, bo jego rodzice w zaden sposob nie zabezpieczyli mu przyszlosci.
Pozniej stracilam prace, rozchorowalam sie, kiedy doszlam do siebie teraz znow szukam, ale przeciez nie znajde na zawolanie!
Z tego wszystkiego zaczelam sie wykanczac psychicznie, degradowac, chodzilam zla i sfrustrowana, w poczuciu, ze jestem do niczego. Mialam wrazenie, ze zacznie ze mna myslec o przyszlosci poki nie przedstawie mu umowy na czas nieokreslony z pensja co najmniej 4 tys brutto.
Oczywiscie, wiadomo trzeba miec z czego zyc, ale chyba milosc i bycie razem, czy ono powinno sie opierac tylko na tej stronie zycia? Na pewno nie chodzilo mi o to zeby mnie utrzymywal. On jednak nie potrafil tego zrozumiec.
Rozmawialam, mowilam ze przeciez ludzie nie maja wszystkiego od razu, czasami z czasem sie dorabiaja - razem wspolnie. Niestety on musial miec wszystko gotowe - skore, fure i komore.
Zaczelismy sie klocic, spierac, uslyszalam wiele gorzkoch slow wlacznie z tekstami: spierdalaj, wskakuj na drzewo, jestes chora umyslowo, czego chcesz itp. Byla rozstania, byly powroty, bo on zawsze chcial wrocic, a ja mu pozwalalam, w wyniku tej milosci i niezdrowego uzaleznienia od niego.
Wczoraj nie wytrzymalam i zerwalam. Pomyslam chlopie szukaj sobie bogatej i z ladna pensja.
Czuje sie rozbita, czuje sie zle, ale wierze, ze moze tak mialo byc. I ze sobie zycie uloze: zarowno zawodowe i prywatne.
Chcialabym miec w sobie tyle sily, zeby juz nie wrocic.
Dodaj komentarz
7 komentarzy
Są takie dni gdy nic nie wychodzi i......
Nosimy maski i tak naprawdę nie jesteśmy sobą.
I jest nam źle jednak się niema co załamywać i ....
WIĘC JAK ZNAJDZIESZ PRACĘ TO:
1.Poznacz nowych ludzi i będziesz w nowym towarzystwie co z reguły będzie dobre dla ciebie.
2.Będziesz częściej wychodziła z domu i poznawała nowych ludzi.
3.Będziesz bardziej szczęśliwa.
Najgorsze by było jak byś się poddała bo to jest tak naprawdę śmierć za życia. A to jest najgorsze co może być patrząc na własną śmierć co rano w lustrze.
No i cele są szlachetne jak u twojego byłego jednak często gubimy do nich drogę może słońce które na końcu tej drogi świeci oślepia nas. Zauważyłem że wspólne cele w związku są ważne i obgadanie ich osiągnięcia jeszcze przed decyzjami wiążącymi. Każdy che być bogaty ale sposobu na osiągnięcie tego niema dopiero jak ty zaczynasz własny sposób wprowadzać okazuje się ze ta druga osoba ma olśnienie i zaraz ma z 10 sposobów własnych. Ale to temat na inne posty.
No to wychodź na kawę do znajomych i spotykaj się z ludźmi szukaj pracy i nie łam się i nie marudź.
Pozdrawiam AdamN
odpowiedz
@AdamN
ps.
Adam a jaki on ma cel szlachetny? Taki, zeby znalezc sobie kobite juz wystawnym posagiem tzn z wybudowanym domem? A ja nie zamierzam budowac domu na mojej dzialce w nieformalnym konkubinacie i tyle. Moim zdaniem to nawet nie wiem czy to kwestia finansowa jest, moze mu nie odpowiadam jako kandydatka na zone, lub on w ogole nie ma checi na formalne zaleglosci, tylko nie wiem po co sie mnie trzyma - widac tak mu ze mna dobrze jak jest w tej chwili.
Nie twierdze, ze jestem idealem i z pewnoscia mam wiele wad, swoje humory. Jednak nie moglam sie z nim dogadac, ja niestety pewne sprawy widze inaczej, przy czym zdaje sobie sprawe, ze zycie jest ciezkie i trzeba miec z czego zyc. Gdybym byla naprawde zdesperowana, moglabym zajsc w nim ciaze, wiem ze by sie ze mna ozenil. Jednak taka nie jestem i nie chce nikogo zmuszac na sile, a juz na pewno nie ta droga. Naprawde jest mi przykro, ze on ocenia mnie w ten sposob, i ze nie mialam wsparcia, w momentach, gdy bylo mi to najbardziej potrzebne.
Jutro ide sie zapisac na kurs, wiec wyjde do ludzi, a praca no coz, bede szukac dalej i na pewnio nie dla niego, tylko dla siebie.
odpowiedz
No i juz zadzwonil, ze chce sie pogodzić. Zreszta jak zwykle, wytrnowani w kloceniu sie o godzeniu to my jestesmy.
Nie mam juz sily na niego i siebie. Nie wiem, moze my lubimy sie klocic i godzic. Jedno drugiego złaja, a zyc bez siebie nie moga. Dwa wariaty.
Ludzie doradcie co ja mam robic, bo ja juz nie wiem. W ktora strone powinnam isc?
odpowiedz
@Dama Pik
przykro mi bardzo ...ciężko na odleglosc radzic
wiem jedno....aby bylo dobrze dwoje ludzi powinno chciec i miec wspolne plany...
ile to trzeba w życiu sie nacierpiec by byc szczesliwym i tez nie zawsze :(
pozdrawiam :)
A mówią, że zycie to sztuka kompromisów. Jakże trudno je osiągać.
odpowiedz
@Dama Pik
Witam Cię Damo Pik,
zaledwie parę dni temu do niego wróciłaś?
W takim razie nie komentuję Twoich decyzji.
Ale jedno Ci napiszę : Czytałam to tak jakbym sama to pisała może 3 lata temu.
Tak pamiętam to: dwójka wariatów, bardzo się kochają,od tylu lat, cóż mają problemy, ale kto ich nie ma ,kłócą się ale on zawsze postanawia poprawę i ona mu wierzy. Tak naprawdę nie mogą żyć ze sobą i nawet nie potrafią się rozstać. Rany, ja to wszystko przerabiałam w swoim życiu.









