ZNOW GO WYRZUCILAM
Aneczka
Dodaj komentarz
14 komentarzy
Witam Cię.
Nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki. Ja ćwiczyłam rozstania i powroty przez 6 lat chodzenia, a potem przez kolejnych 14 lat małżeństwa. Wiem,że łatwo jest radzić innym, ale moje życie pokazało, że z czasem jest tylko gorzej! Nie warto jest przebaczać kolejny raz. Każde następne rozstanie może być bardziej traumatyczne w skutkach. Walcz o siebie i o dobro swoich dzieci. Jeżeli ma kochankę wódkę, to niech z nią zostanie.Te rozstania i powroty powodują u Ciebie huśtawkę emocjonalną, niepewność dnia następnego. Jeżeli pozwolisz by twój związek tak funkcjonował to być może niedługo, będziesz się zastanawiała czy nie potrzebujesz pomocy lekarza, bo już nie wiesz co jest dobre a co złe. Ratuj się dziewczyno, póki możesz.
odpowiedz
[b
]@adness4[/b] Bardzo dziekuje Twoje slowa podniosly mnie na duchu. Mam nadzieje ze tym razem wytrwam
Aneczka
i dobrze zrobiłaś tylko abyś wytrwała ja przez takie wybaczanie straciłam zdrowie pozdrawiam i powodzenia
odpowiedz
Jeżeli tylko będziesz mnie potrzebowała jestem do twojej dyspozycji!
Uwierz mi tranie w takim związku, nie wróży niczego dobrego. Z czasem, będzie coraz gorzej. On nigdy nie doceni tego, że mu wybaczyłaś, że znowu na was postawiłaś, ani tego że chciałaś mu pomóc, wam pomóc. Z czasem będzie coraz bardziej sfrustrowany, będzie pokorniej przepraszał, ale też wasze rozstania będą coraz gorsze( więcej wyzwisk i więcej goryczy z twojej strony) Pokaż mu,że jesteś nie ugięta! Dobrze sobie radzisz bez niego. Jeżeli bardzo Cię kocha i kocha dzieci, to niech pokaże, że jest was wart. Przestanie pić, pokaże, że jest niezależny finansowo, kocha dzieci... fantastycznie to niech wspomaga je finansowo, zapewni im lepszy byt, może jakieś oszczędności na studia, na ich lepszy start w życie. Kocha Ciebie super...ale niech pokaże, jak mu zależy. Ty nie masz nic wspólnego z jego przyjaciółką wodką. Poza tym masz już dzieci! Potrzebujesz jeszcze jednego niepełnosprawnego? Po co? Żebyś traciła energię i wysłuchiwała potem jego przekleństw, a następnego dnia przeprosin! Masz dzieci i z zapewnieniem im bytu już masz wystarczająco problemów, nie jest Ci potrzebne jeszcze jedno niepełnosprawne dziecko. Jak was kocha, to niech udowodni,że na was zasługuje! Niech leczy się z pomocą psychoterapełtów. Niech pomaga Ci finansowo, uczestniczy w życiu dzieci, nie tylko szkolnym, będzie dla Ciebie wsparciem. Daj mu czas by mógł to zrobić, nie miesiąc czy dwa, daj mu dużo czasu. Jeżeli nie przetrwa próby czasu to nie jest nic wart i w tym momencie nie był wart Twojego zmarnowanego czasu>
odpowiedz
Wierzę że wytrwasz.My kobiety....mówi się słaba płec , ale w rzeczywistości jesteśmy silne.Ja wychowuję sama troje już nastoletnich dzieci.Daję radę....dziś wiem że można życ inaczej.Pozdrawiam cieplutko i trzymama za Ciebie przysłowiowe kciuki.Anna
odpowiedz
Hej Aneczko,
Wejdź sobie na mój post " Proza życia" i poczytaj szczególnie to co napisała Ika. Fajnie byłoby gdybyś znalazła czas i poczytała wszystko. Tam jest sporo o wypowiedzi o alkoholikach.
Trzymaj sie
odpowiedz
@adness4
Aneczko gdybyś potrzebowała wsparcia to mój mail: adness4@wp.pl
pozdrawiam
święte słowa napisane do mnie przez IKE
Owszem, alkoholizm to straszna choroba ale wiem z doświadczeń z moim mężem, że alkoholik to egoista, a jego myslenie skupia się wyłącznie na tym, jak i za co po raz kolejny się napić.......oczywiście dotyczy to alkoholików w ciągu picia. Jednak choroba ta niszczy wszystko i wszystkich, których ma w swoim zasięgu, nic się nie liczy, wszystko kręci się wokół alkoholika..........nieważne są codzienne sprawy, problemy, dzieci, dalsza rodzina........nieważna jestem ja sama........jak długo tak można? Jeden odwyk, drugi, kolejny, okresy abstynencji, bomba wisząca w powietrzu, kiedy zacznie się on nowa? Mój mąż kiedy pił lub chorował był pokorny jak baranek, grzeczny i ugodowy ale kiedy czuł się mocny i zdrowy, wtedy pokazywał na co go stać, wówczas nie byłam potrzebna ani ja ani nasi synowie, tylko jego znajomi i co gorsza znajome! Po tym, co przeszłam ubrałam się w grubą skórę, uważam, że jeśli ktoś chce pić to będzie to robił i wbrew wszystkim i samemu sobie będzie się staczał ale na miłość boską nie wolno pozwolić aby pociągał na to dno swoich najbliższych, więc jeśli odrzuca wsparcie i po raz kolejny pomiata rodziną, to należy pozostawić go samemu sobie i albo się podniesie albo na tym dnie już zostanie..........ale sam!!!!
odpowiedz
Witam. Może i nie coś poradzicie. Również kilka razy wyrzucałam swojego partnera. Jest alkoholikiem. Jednak takim łagodnym, nigdy nie był agresywny, nigdy mnie nie uderzył. Ale wiele przeszłam przez jego picie. Najgorszy był brak pieniędzy i fakt, że nie miałam co dzieciom dać jeść. Brał się kilka razy za siebie. Jak to się kończyło, chyba nie trzeba mówić. Jak znów pokosztował alkoholu, wpadał w ciąg, z którego trudno mu było wyjść. Potrafił znikać na całe dnie, nie interesując się nami. Jakiś czas temu wziął się za siebie bardzo poważnie. Przestał pić, znalazł pracę. Starał się jak mógł. Pokazał, że mu zależy. Tak więc dałam mu szansę. I wszystko było wspaniale. Aż do dnia, kiedy się napił kilka tygodni temu. Byłam załamana. Panikowałam, myśląc, że znów się zaczyna. Ale nic się nie stało. To był jednorazowy wyskok. Tak przynajmniej twierdzi mój partner. Nie wiem, co mam robić. Fakt faktem, że od tamtego dnia nie napił się ani razu. Może to faktycznie był jednorazowy przypadek. Ale obiecał wcześniej, że już nigdy więcej. Nie wiem, może to moja wina. Ostatnio nie układało się między nami najlepiej. Sama już nie wiem. Nie chcę żyć w ciągłym strachu, a większość czasu odkąd jestem z nim związana tak właśnie spędziłam. Obawiając się każdego następnego dnia i zastanawiając się, czy to znów się zacznie. Przez ostatnie miesiące byłam spokojniejsza. Po raz pierwszy czułam, że to naprawdę się skończyło. I jedno za przeproszeniem umoczenie mordy zburzyło cały mój spokój. Teraz znów się boję. Zawsze kiedy wraca do domu i otwieram drzwi, przeraża mnie, że mogę ujrzeć go pijanego. Ale jest trzeźwy. Może przesadzam. Udowodnił mi już przecież, że mu zależy. Czy powinnam go skreślić za ten incydent? Ja wiem, że teraz może być pół roku spokoju, a potem znowu się napije. Myślicie, że dobrze robię dając mu szansę? Bo mimo swojego problemu i problemów jakich to nam przysporzyło jest dobrym człowiekiem i dobrym ojcem. I absolutnie go nie bronię. Mówię, jak jest. Wiem, że mnie kocha i że kocha nasze córki.
odpowiedz
Przeszlam przez to! Wiem jakie targaja Toba rozterki. Wiem tez ze ja nie dam kolejnej szansy wielokrotnie slyszalam ze to ostatni wybryk........... Przestalo sie ukladac potem znow sie ukladalo byl placz obietnice tak pelne zaru!!!!!!!!!!!!!!!! Teraz znow pokazuje ze mu zalezy ale ja za kazdym razem kiedy slysze jego prosby przypominam sobie co bedzie gdy znow otworze przed nim drzwi i serce. Tylko dzieki dobrej pamieci i wsparciu ludzi naprawde zyczliwych wytrwalam tyle czasu i WIEM ZE WYTRWAM DLUZEJ Nie zniszcze zycia synom ktorzy zasluguja na cos lepszego niz Tatus w ciagu lub z niego wychodzacy! Zastanow sie dobrze. Prosze nie czekaj zbyt dlugo
Aneczka
Witajcie!!!
Znajomy temat...ciężki temat...ale do przejścia. Może głupio to zabrzmi ale cieszy mnie bardzo,że komuś na podstawie moich doświadczeń jest lżej i łatwiej, bo to oznacza,że moje zmarnowane lata tak do końca zmarnowanymi nazwać nie można. Wiem, o czym piszesz, znam to i odczułam na wszystkie możliwe sposoby i moja droga zdążyłam popełnić mnóstwo błędów i nie byłam silna, choć wszyscy naokoło wyłącznie tego mi życzyli...stojąc w bezpiecznej odległości żeby Boże broń za bardzo w to bagno nie wejść. Dawałam szansę, niejedną i wybaczałam a on tylko przez krótki moment chodził z podkulonym ogonem tylko po to, aby na chwilę i tak zrobić swoje...bez cienia skrupułów i żadnych świętości...po trupach i nic się nie liczyło tylko wóda! To straszna choroba, nie masz możliwości panowania nad swoim postępowaniem, nie masz wolnej woli i szansy decydowania o swoim losie...ale najgorsze, że alkoholik ciągnie na swoje dno wszystkich, którzy znajdują się w jego najbliższym otoczeniu...uzależnia ich tak samo jak siebie. Daj dzieciom szansę na normalne życie, póki jeszcze czas...wiem, co mówię, bo sama mam dwóch synów a dla chłopców ojciec jest autorytetem bez względu na to, co prezentuje, oni chłoną jak gąbka model życia, jaki prezentuje tatuś. Może to brutalne, ale on musi zaryć mordą o glebę, poczuć że jest zupełnie sam, bez żadnego wsparcia, ubierz się w grubą skórę i pokaż mu, że świetnie radzisz sobie bez niego.
Pozdrawiam serdecznie, jestem do dyspozycji jeśli tylko zechcesz...trzymaj się!
wszystko się może zdarzyć...
odpowiedz
@ika Pisalam juz co zdazylo sie kilka dni temu. Horror policja i..... ON siedzi i chleje wraz ze swoimi synami(dorosle dzieci z poprzedniego zwiazku) a mnie sie pod drzwiami ustawia kolejka jego kolegow, wspolnych znajomych siostr braci...wszyscy staraja sie mi udowodnic jaka to JA jestem ZLA. Przeciez on pije przeze mnie bo przestalam znosic jego alkoholowe wyskoki i wystawilam go za drzwi
Aneczka
Aneczko i ja kiedyś pozwoliłam by facet wrócił ,byłam tak zaślepiona ,że mi wstyd, jak o tym pomyśle,on tylko mnie wykorzystywał bo czuł ze go kocham i ze mu wybacze ,po 3mies wspólnego mieszkania i utrzymywania nieroba lenia brudasa i babiarza zatrzasnęłam drzwi i nie wpusciłam go więcej, poskomlał 2 dni i od 4lat się nie odzywa.jak to moja przyjaciółka kiedyś powiedziła nie wchodzi sie 2 razy do tej samej wody.zrozumiałam na szczescie nie było zapózno.pozdr hera
odpowiedz
No to może i ja, jako rozwiedziona (na szczęście) z alkoholikiem napiszę kilka słów.
Wytrzymałam krócej niż Ty - nie miałam siły, nie miałam ochoty.
Byłam młoda (nadal zresztą jestem) i doszłam do wniosku że życie zawsze można sobie ułożyć.
Mój były mąż zawsze pił bo... miał pretekst. Najpierw pił z radości że ma taką kobietę jak ja, potem pił z radości że się ożenił, potem pił z radości że urodził mu się syn, potem pił z rozpaczy że związek mu się sypie... na samym końcu pił bo żona go zostawiła. Trzeźwiał góra dwa razy tygodniowo.
Mieszkaliśmy u mojej matki, nawet nie miałam siły wystawiać go za drzwi, zamiast tego spakowałam siebie.
Dziś - 4 lata po rozwodzie nie żałuję. Ma kobietę, i nowe wymówki do picia. (tym razem zmarł mu ojciec)
Nie szanuje innych, nie szanuje siebie. Jedyne co mogłoby mu pomóc to wyrok sądu który skierowałby go na 6cio miesięczny odwyk - ale sądy też są bezradne. Alkoholikom nikt nie może pomóc, do czasu gdy sami nie uświadomią sobie jak bardzo się stoczyli.
W pocieszeniu napiszę że mam w rodzinie alkoholika po porządnym odwyku. Przez 20lat nic nie skutkowało (w tym 8 pseudoodwyków) Obecnie osoba ta od 9 lat nie pije ŻADNEGO alkoholu (to bardzo ważne ) co 2 miesiące kontroluje się psychiatrycznie. Otrzymuje odpowiednie leki i kontynuuje terapię grupową.
Światło wierzy, że przemieszcza się szybko - ale się myli.
Nieważne jak szybko pędzi zawsze odkrywa,
że ciemność dotarła na miejsce wcześniej i już na nie czeka.
odpowiedz











